Kiedy zmęczenie przestaje być zwykłym zmęczeniem
W rozmowach coachingowych wraca jedno pytanie częściej niż wszystkie pozostałe: skąd mam wiedzieć, czy naprawdę powinienem zmienić pracę, czy po prostu potrzebuję urlopu. To pytanie jest uzasadnione, bo obie sytuacje wyglądają z zewnątrz bardzo podobnie. Człowiek jest wyczerpany, budzi się bez energii, w niedzielę wieczorem czuje ucisk w żołądku.
Różnica nie leży w natężeniu tych odczuć, tylko w tym, co dzieje się po odpoczynku. Przejściowe zmęczenie ustępuje. Po dwóch tygodniach wolnego wraca ciekawość, pojawiają się pomysły, a myśl o powrocie do biura nie budzi oporu. Potrzeba zmiany zachowuje się inaczej: przetrwa urlop, weekend, a nawet awans. Wraca w tej samej formie, ponieważ jej źródłem nie jest przeciążenie, lecz rozjazd między tym, czego oczekujesz od swojej pracy, a tym, co ta konkretna rola pozwala ci robić.
Poniżej opisuję sygnały, które w mojej praktyce najczęściej okazują się wiarygodne. Żaden z nich osobno niczego nie przesądza. Dopiero kilka naraz, utrzymujących się przez kilka miesięcy, warto potraktować poważnie.
Pięć sygnałów, którym warto się przyjrzeć
Pierwszy sygnał to utrata wpływu. Wciąż odpowiadasz za wynik, ale coraz mniej decyzji należy do ciebie. Praca zamienia się w wykonywanie cudzych ustaleń, a twoje doświadczenie przestaje mieć znaczenie dla tego, w jaki sposób rzecz zostanie zrobiona.
Drugi to zanik uczenia się. Przez pierwsze miesiące w nowej roli przyswajasz bardzo dużo. W pewnym momencie krzywa się wypłaszcza i przez cały rok nie potrafisz wskazać ani jednej umiejętności, która realnie urosła. To rzadko boli od razu, ale kumuluje się w poczucie stania w miejscu.
Trzeci sygnał to rozjazd wartości. Coraz częściej robisz rzeczy, których nie umiesz obronić poza pracą: obiecujesz klientom terminy nie do dotrzymania, milczysz na spotkaniach, na których warto było zabrać głos. Ten rodzaj napięcia zużywa najwięcej energii, bo dotyka tego, kim jesteś, a nie tylko tego, co robisz.
Czwarty to utrzymująca się mimo odpoczynku zmiana w samopoczuciu i śnie, która nie ma innego oczywistego wyjaśnienia. Nie stawiam tutaj żadnych rozpoznań i nie zachęcam, żebyś stawiał je sobie sam. Zwracam jedynie uwagę, że ciało bywa szybszym obserwatorem niż nasze wyjaśnienia, a takie sygnały są dobrym powodem, by porozmawiać ze specjalistą.
Piąty sygnał jest najbardziej niewygodny: przestajesz wyobrażać sobie siebie w tej firmie za rok. Nie dlatego, że masz gotowy plan odejścia, ale dlatego, że ten obraz jest po prostu pusty.
Zanim złożysz wypowiedzenie: trzy tygodnie obserwacji
Rozpoznanie sygnałów to dopiero połowa pracy. Druga połowa polega na sprawdzeniu, czy problem faktycznie leży w tej pracy. Zdarza się, że przenosimy go razem ze sobą do kolejnej firmy i po roku wracamy do punktu wyjścia, tylko z nowym logo w stopce maila.
Proponuję prosty eksperyment rozłożony na trzy tygodnie. Codziennie po pracy zapisz cztery krótkie notatki według stałego schematu:
- moment największej energii w ciągu dnia i czynność, która się z nim wiązała, - moment największego oporu i to, czego dokładnie dotyczył, - jedna decyzja podjęta samodzielnie, a jeśli takiej nie było, wyraźna informacja o tym, - ocena dnia w skali od jednego do pięciu, bez uzasadniania.
Po trzech tygodniach masz materiał, którego nie podważy nastrój jednego wtorku. Zwykle wyłania się z niego jedna z trzech odpowiedzi. Bywa, że opór skupia się wokół konkretnej osoby albo jednego projektu i wtedy zmiana pracy jest rozwiązaniem nieproporcjonalnie dużym do problemu. Bywa, że energia pojawia się przy zadaniach, które w twojej roli są marginesem, a to argument raczej za przesunięciem wewnątrz organizacji niż za odejściem. Bywa wreszcie, że przez wszystkie trzy tygodnie nie ma ani jednego wpisu o energii, a samodzielnych decyzji nie było wcale. Wtedy rozmowa o odejściu przestaje być kwestią odwagi, a staje się kwestią terminu i przygotowania finansowego.
Ten sam zapis przydaje się później w rozmowach rekrutacyjnych. Zamiast ogólnego „szukam nowych wyzwań” masz konkretne zdania o tym, co ma się znaleźć w kolejnej roli.
Podsumowanie i pierwszy krok
Zmęczenie mija po odpoczynku, potrzeba zmiany wraca. To najprostsze kryterium, jakie znam, i w większości przypadków wystarcza. Pięć sygnałów, czyli utrata wpływu, zanik uczenia się, rozjazd wartości, utrzymujące się napięcie oraz pusty obraz siebie za rok, nabiera wagi dopiero wtedy, gdy występują razem i utrzymują się miesiącami.
Pierwszy krok nie polega na decyzji, tylko na zebraniu danych o sobie. Trzy tygodnie notatek dają więcej niż trzy miesiące rozmyślania po nocach. Jeżeli po tym czasie obraz nadal pozostaje niejasny albo widzisz go wyraźnie, ale nie wiesz, jak zaplanować przejście, umów konsultację z coachem kariery lub psychologiem pracy. Podczas konsultacji można spokojnie rozłożyć na części zarówno motywacje, jak i realia finansowe zmiany. Powyższe uwagi są ogólne i nie zastąpią indywidualnej rozmowy ze specjalistą.
Źródła: literatura przedmiotu z obszaru psychologii pracy i wypalenia zawodowego, w tym opracowania Christiny Maslach o wypaleniu zawodowym oraz publikacje Herminii Ibarry o zmianie tożsamości zawodowej.
- Kariera
- Rozwój











